13 gru 2016

Świąteczny Czas- Rutyna Zimowa

Witajcie Kochani! 

No i nareszcie mamy grudzień ( Taak gratulacje, już od jakiś kilkunastu dni), ale mniejsza, grudzień niesie za sobą odliczanie do Świąt i bardzo popularne na Youtube "Vlogmasy", oczywiście blogerzy żeby nie być gorsi wymyślili Blogmas, czyli taką jakby pisaną alternatywę. Niestety przez brak czasu nie uda mnie się podejść do tej akcji, bo jednak pisanie postów codziennie nie jest wcale takie proste. Ale podziwiam tych, którym się to udaje, a youtuberki kręcące i montujące filmiki dzień w dzień to już w ogóle. Cóż, lecz wymyśliłam nową serię " Świąteczny czas", która będzie się pojawiać 2 razy w tygodniu, tak jest aż dwa wpisy na tydzień. Bo jednak chce wprowadzić ten świąteczny klimat. Na koniec tego wstępu dodam, iż może za oknem na razie nie widać śniegu, ale na moim blogu jest i owszem. Zastanawiałam się czy dodać ten efekt, niby podobał mnie się zawsze na stronach, chociaż na niektórych te śnieżki były za duże. Lecz w końcu się zdecydowałam, mam nadzieję że i Wam przypadnie to gustu, specjalnie jest malutki i pada tylko na stronie głównej, żeby nie denerwować Was przy czytaniu. 



Dobrze to chyba na tyle tego wstępu, myślałam jak będzie lepiej, czy dać po kolei co robię każdego dnia, czy przedstawić to w inny sposób. I wybrałam tą drugą opcję, można powiedzieć że będzie to także połączenie z ulubieńcami i krótką recenzją.




1) Świeczka Yankee Candle- Mój dzień zimowy zaczynam i kończę zawsze na tym samym, czyli zapaleniu ulubionej świeczki, jestem z nią już związana 3 lata i nawet nie wiem, kiedy to tak szybko zleciało. Nie myślcie sobie, że można ją palić w nieskończoność, po prostu ja używam jej tylko podczas okresu świątecznego, dlatego tyle u mnie wytrzymała. Jest ona o zapachu lawendy i wystarczy, że ją zapale na jakąś godzinkę, a zapach już unosi się w sąsiednim pokoju. Najbardziej pomaga mi ona przy nauce, bo dzięki niej jest najłatwiej mnie się skupić. Pamiętam jeszcze, że w czasach gdy ją kupowałam, te cudeńka były bardzo trudno dostępne w moim mieście i dostanie jej graniczyło z cudem. Świeczka ta na prawdę pachnie oniebiająco i myślę że jest fajnym pomysłem na prezent pod choinkę. 





2) Herbatka "Dwie Kropki"- Nie ma to jak przyjść do domku, oczywiście zmarzniętym,(no bo jakżeby to inaczej) i wypić przepyszna ciepłą herbatę i najlepiej do tego wskoczyć jeszcze w ciepły kocyk i założyć futrzane skarpetki i nic wtedy już do szczęścia więcej nie potrzeba. Od dzieciństwa piłam Sage, którą chyba każdy z nas bardzo dobrze kojarzy, miedzy innymi przez te miśki i poszukiwanie w torebce prezentów. Próbowałam serio mnóstwo herbat i żadna mi tak nie smakowała, uwierzcie co do tego tematu, to jestem strasznie wybredna i z łatwością rozpoznam jak mama próbuje mi wcisnąć inną. No jeszcze całkiem przepadam za firmą "Lipton". Dopiero jakiś czas temu spróbowałam herbaty "dwie kropki" którą dostałam na spotkaniu i muszę powiedzieć że skradła moje serce, ma fantastyczny delikatny smak i cudownie pachnie. Do tego wszystkiego strasznie urzekło mnie jej pudełko, bo takie produkty raczej nie zachwycają torebeczkami i skupiają się na prostym wyglądzie. Wiadomo nie należy oceniać książki po okładce, ale patrząc tutaj, to jest wręcz niemożliwe. Opakowanie jest po prostu przesłodkie a ta kokardka idealnie komponuje się z całością.






3) Szminka- Nie myślcie sobie, że zimą używam tylko tego kosmetyku, ale jednak mój makijaż poza tym elementem, nie ulega zmianie. Pokazanie moich typowych kosmetyków planuje już na zupełnie inny post, dlatego z pewnością je zobaczycie. Zima może kojarzyć się z kilkoma kolorami, jednak mnie najbardziej nasuwa się na myśl czerwień. Czerwone paznokcie, kolczyki, sweterki czy też usta, no właśnie usta, to kolejny punkt mojej rutynowej listy. Kocham robić taki delikatniejszy makijaż i zwieńczyć go piękną czerwoną pomadką satynową, może Wam się to wydać dziwne, ale nie przepadam za matowymi szminkami w tym kolorze, nie wiem sama czemu, ale jakoś tutaj wygrywają lekko połyskujące kosmetyki. Kiedy nadchodzi czas świąt, to zawsze wyjmuje z głębi szuflady to cudeńko, czyli "Czerwoną Radość", która nie mam pojęcia jakiej jest firmy, bo niestety nazwa się zamazała. Ale powiem tylko tyle że już dawno ją kupiłam i był to mój pierwszy taki kolorowy kosmetyk. Szminka nadal bardzo ładnie pachnie, ale niestety strasznie łatwo rozmazuje się na ustach, dlatego wszelkie poprawianie w trakcie malowania jest niewykonalne bez użycia mleczka. Ja zawsze obrysowuje pędzelkiem kontur i dopiero później biorę się do działania. Trwałość też trochę kuleje bo utrzymuje się z 3 godziny i do tego zostawia ślady na szklankach. Plusem jest to, iż nie mamy przez nią żółtych zębów, co często się zdarza przy takich kolorkach. 





4) Saszetka- Chyba każda z kobiet ma ten problem, że nigdy nie może znaleźć nic w torbie bądź plecaku, a kosmetyków to już zwłaszcza. Sama się z tym borykałam, z początku chciałam kupić kosmetyczkę, ale zależało mi na drobnej na najpotrzebniejsze rzeczy, niestety w sklepach mieli tylko wielgachne i bardzo niepraktyczne. Już myślałam że poszukiwania nigdy się nie skończą, ale w moje ręce dostało się to maleństwo, co mi przypomina taką starą sakiewkę lecz bardzo gustowną. Od samego początku skradła moje serce, bardzo lubię takie proste, a jednak urokliwe "dodatki" . Najbardziej chyba mnie zachwyciła ta przepiękna koronka na dole, która dodaje pewnego szlacheckiego klimatu. Torebeczka jest mała i wszędzie się zmieści, można ją dokładnie związać, żeby nic nam nie wypadło. Znalazłam dla niej wiele zastosowań, nie musicie używać jej jedynie do kosmetyków, można w niej też przechowywać biżuterię, nosić jako na prawdę oryginalny portfel lub potraktować jako dodatkowy upominek do prezentu świątecznego .





5)Case- Pisałam że to połączenie rutyny i ulubieńców, dlatego też nie mogło u mnie zabraknąć mojego najdroższego skarbu i chyba najbardziej poszukiwanego czyli etui Renifera. Ech ileż to było odwiedzania sklepów, stron internetowych typu Allegro, żeby go odnaleźć. Nie pamiętam, ale chyba zauważyłam go pierwszy raz na jakimś amerykańskim haulu i od tego czasu zaczęłam low na niego. Wreszcie pewnego dnia udało mnie się go dopaść w h&m i do tego był przeceniony i kosztował mnie 15zł. Jakaż to była radość, nareszcie go nałożyć na telefon, niestety ten case a raczej bumper ma jeden dla mnie problem, zakrywa tylko boki, a ja po prostu nie mogę znieść jak telefon niemalże cały tył ma odkryty i niechroniony, dlatego też znalazłam na to rade i zakładam do tego jeszcze przezroczyste niewidocznie etui i przez to mogę być spokojna że telefonowi nic się nie stanie. Może się wydawać niektórym dziwne że kupiłam taki element, żeby go nosić tylko na święta w zimę, ale jestem osobą która uwielbia ten czas i chce by wszystko się z nim kojarzyło, dlatego lubię takie "pierdółki", bo według mnie to właśnie one tworzą ten klimat. 




6)Tabletki Pharma Nord-  No tak mnie już do końca pogrzało, nie ma co dawać na blog w rutynie to dołożę jeszcze tabletki i nic bardziej mylnego, nie są to zwykłe pastylki na gardło, które w tym sezonie to chyba znajdują się u każdego w codziennych czynnościach. Ale jest to suplement diety, który właśnie pomaga nam w funkcjonowaniu układu odpornościowego oraz zębów, paznokci. Zgadza się, doskonale pomaga w zapuszczeniu paznokci, dzięki nim stają się twardsze i mniej łamliwe. 



7) Nalepki- Nie jestem zbytnio zorganizowaną osobą, powiem więcej jestem wręcz roztargnionym człowiekiem, u którego umyśle panuje straszny bałagan. Zawsze rano trudno mnie jest ogarnąć w toaletce potrzebne przyrządy i kosmetyki. W pudelkach czy "doniczkach" zawsze mam bałagan i chaos a odnalezienie czegokolwiek graniczy z cudem. Kilka dni temu wymyśliłam sposób na organizacje, do czego jest nam potrzebny tylko długopis oraz naklejka, ja użyłam takiej przeznaczonej raczej dla jedzenia, ale kto powiedział że nie można jej też inaczej przeznaczyć. Na pudelku naklejamy, wcześniej już podpisaną naklejkę i to tyle, teraz już będziesz wiedzieć, co znajduje się w nim i nie pomylisz go z innym. Co więcej, jak już wcześniej zawarłam, jest to super patent dla gospodyń i nie tylko, wiem dobrze po swojej mamie że jeśli masz milion słoików z przetworami to może zająć ci sporo czasu znalezienie odpowiedniego, dlatego tu też świetnie się nadadzą te naklejki. Możecie je nabyć na stronie http://akatja.pl/





8) Balsam do ust- Nigdy tak nie jest używany jak zimą, wtedy nasze usta są w opłakanym stanie i potrzebują solidnego nawilżenia. Jak na resztę roku się nie uskarżam na nie, nie mam żadnego problemu, tak w tym sezonie, przejeżdżając po nich palcem są w dotyku normalnie jak Sahara. Do tego jeszcze trochę mi pękają, ale na szczęście nie ma tragedii. Chciałam na nie wypróbować Carmex ale niestety nie mogę ścierpieć tej mięty i uczucia mrowienia. Codziennie używam zamiennika Eos z Rossmana i muszę powiedzieć że bardzo dobrze się sprawuje. Pachnie bardzo ładnie i ma fajną konsystencje a do tego jest tańszy od oryginału. jedynym problemem jest to że strasznie szybko się kończy i łatwo rozpuszcza, dlatego lepiej nie zostawiać go w cieplejszych miejscach. Dobrze chroni nasze usta i sunie po nich normalnie jak masełko. Jest bezbarwny, dlatego nakładam na niego zawsze szminkę. W odróżnieniu od Eosa ten nie zostawia długo takiej tłustej powłoki.





9) Odżywka do rzęs 4 Long Lashes- Kolejny raz do niej przystępuje, tym razem staram się stosować ją regularnie i jak na razie mnie to wychodzi, zobaczymy tylko ile czasu tak jeszcze będzie. Dla mnie nie nadają się takie rzeczy, bo po prostu łatwo o tym zapominam, a wiadomo że efekty widać po regularnym używaniu. Na razie nakładam ją dopiero niedługi czas, ale mojej mamie udało się to robić zdecydowanie dłużej i widzi ogromne efekty, rzęsy ma o wiele dłuższe, takie że sięgają jej niemalże do brwi, nieznacznie się zagęściły i wydaje mnie się że są bardziej podkręcone. Wiadomo nie uda się otrzymać efektu rzęs przedłużanych, ale myślę że i tak warto stosować ten specyfik. Szczególnie że zajmuje to dosłownie sekundę, bo preparat jest w identycznej buteleczce jak eyeliner i ma też podobny pędzelek. wystarczy tylko raz przejechać po linii rzęs. Odżywka jest bezbarwna i nie wywołuje uczucia pieczenia oraz nie podrażnia oczu. Można spokojnie jej używać. Jej cena wynosi 70 zł, ale często jest na przecenie w drogeriach.




10) Chrupkie pieczywo "Tovago" - Ciemno, Brzydko i nic się kompletnie nie chce- tak właśnie wygląda u mnie ranek , dlatego też często na śniadanie jem płatki z mlekiem, czy tez chleb chrupki z dodatkami. Nalezę do leniuszków, dlatego nie mam zbytnio ochoty rano gotować coś skomplikowanego lub tez się wysilać szczególnie przy takich warunkach że ma się ochotę wrócić do ciepłego łózka. Często nawet wychodzę z domu bez śniadania, co też odbija się na moim zdrowiu, a że nie ma mnie kto upilnować ( bo w głębi duszy nadal jestem dzieckiem) to postanowiłam sama wreszcie zadbać o dobre odżywianie. Z uwagi też na to że jakbym miała czekać aż tata pojedzie po świeże bułki, to bym chyba umarła z głodu albo musiała jeść suchą bułkę w drodze na autobus, to wolałam wymyślić coś innego. Dlatego wzorując się na bracie, zaczęłam jeść chrupki chleb i muszę rzec że on jest serio na prawdę pyyyszny, nawet sam w sobie. Żeby nie było, często urozmaicam sobie śniadanka i robię go z czymś innym . Najlepszym moim wariantem jest posmarowanie go serkiem białym i nałożeniem łososia, to są po prostu prawdziwe delicje. W piątki kiedy jest Post, a na rybę już nie mam ochoty, z pomocą przychodzi mi dżem mojej ukochanej mamy, natomiast lubię także podstawową opcje w postaci szynki, sera i pomidora. Z całego serca też mogę polecić pieczywo firmy Tovago. 




Mam nadzieję, że post Wam się spodobał a seria zostanie przyjęta bardzo pozytywnie. Zapraszam do obserwowania bloga i komentowania : Czy Wy macie może jakąś rutynę zimową? Czy kochacie świeczki zapachowe? Z jakim kolorem kojarzą Wam się święta? 

Do zobaczenia Kochani !


6 komentarzy:

  1. Ooo! Super, że będą dwa wpisy na tydzień ;) Ten jest MEGA! Tyle tu cudeniek, że nie wiemy na czym się skupić :D Hehe ^^ Etui chyba najbardziej nam się podoba ;* Super wpis! Już czekamy na kolejny :) Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Piekne klimatyczne zdjecia :) Ja sie zglosiłam do blogmas ale wlasnie brak mi czasu na pisanie :< myslalam ze lepiej mi pojdzie :(
    Pomysł na serie super, taki kompromis miedzy codziennymi wpisami :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękne zdjecia Kochana, pomadka ma bardzo ładny odcień.
    Buziaki !

    OdpowiedzUsuń
  4. moim ulubieńcem jest świeczka! :) za to odzywka bardzo by mi się przydała :)) slyszalam ze jest super!

    OdpowiedzUsuń
  5. Też nie wyrabiam z pisaniem codziennie... dlatego jeśli mam chwilę to coś tam napiszę. U mnie akcja okaże się klapą, więc podziwiam dziewczyny które łączą macierzyństwo, pracę, obowiązki i na dodatek regularnie piszą. Piękne zdjęcia i świetny kolor szminki. Szkoda, że nazwa się zamazała.

    OdpowiedzUsuń