27 lis 2016

Ulubieńcy Listopada czyli Szczęśliwa Trzynastka

Witajcie Kochani! 

Czas leci strasznie szybko, dopiero w poniedziałek ogarnęłam, że już mamy końcówkę listopada, a dopiero co odliczałam dni do koncertu. Zanim się obejrzeć, a już zastaną nas Święta. Ja już w sumie czuję tą atmosferę, ale o tym nie będzie w tym poście. Wpis ten już zaczęłam pisać we środę, ale przez natłok zajęć i wiadomo jak to bywa mnóstwo testów( bo nie wiadomo czemu kochani nauczyciele przez cały semestr nic nie robią, a na koniec dowalają nam tony testów, esejów, wypracowań i weź tu nie zwariuj) i piszę go dalej dopiero dziś w sobotę. Tym razem nie będą tu przeważać kosmetyki, a raczej inne produkty. Pierwszy raz zobaczycie ulubiony napój i dowiecie się o moim nowym postanowieniu. 





Zaczynamy :)

1) Paletka Makeup Revolution- Pierwsze z czym kojarzy mi się to cudeńko, jest paletka z Too faced, jak wiadomo MR wzorowało się na niej i to bardzo, design czy też koloryt przypomina strasznie pierwowzór. Jedyne nad czym się zawiodłam to tym że nie pachnie czekoladą, tylko bardziej chemicznie niestety, ale da się przeżyć. Kolory ma po prostu bajeczne, zdecydowanie przeważają maty co mnie bardzo cieszy, bo mam już za dużo błyszczących. W ich ofercie znajdują się też paletki czekoladki o innej barwie między innymi różowej, ciemno brązowej, brązowej gdzie w zależności którą wybierzecie to dostaniecie inny zestaw kolorów. Czasami kompletnie od siebie różnych. Tutaj przeważają raczej takie nude i ciepłe brązy, którymi łatwo wyczarujecie zarówno makijaż dzienny na przykład do szkoły jak i także wieczorny. Kolory świetnie się razem ze sobą blendują, a ich pigmentacja jest bardzo dobra. Minusem jest natomiast dołączony "pędzelek", który nie wiem nawet w jakim celu dali, bo nie nadaje się oni do nakładania cieni ani rozcierania. Ta gąbeczka na końcu jest strasznie tępa i trudno nią operować. 







2) Pomadka Inglot Hd Matte- O niej już troszeczkę mogliście się dowiedzieć w haulu, kupiłam ją stosunkowo niedawno i bardzo szybko stała się totalnym ulubieńcem, nawet mojej mamie się spodobała, a to już jest coś wielkiego. Zakupiłam ją z myślą, że jeszcze nigdy nie miałam pomadki od tej firmy i chciałam się przekonać, czy serio jest tak słaba jak ją oceniają ludzie. I nie wiem jak u innych, ale u mnie sprawdziła się w 200 procentach. Nie czuje jej w ogóle na ustach, wystarczy dosłownie chwila, aby się wysuszyła i ładnie zmatowiła. Próbowałam już te matujące z Maca i myślę że te z Inglota mogą służyć za ich odpowiednik. Dla mnie z pewnością zostawia w tyle firmę Golden Rose. Zdała u mnie wszystkie testy czy to szklanka czy kanapka, nie zobaczyłam żadnego śladu szminki. Trzyma się kilka godzin i ściera równomiernie, a i najważniejsze nie przesusza nam ust w odróżnieniu od Lovely, która wręcz zostawia nam skorupę na ustach. Zdjęcia oczywiście niestety przekłamują i nie ma koloru nude ale bardziej kakaowy, który jest teraz niezwykle modny i pożądany. Sprawdzi się i ładnie stworzy kompozycję z każdym typem skóry, czy tą bledszą czy też ciemniejszą , jak u mnie. Jej cena to 45 zł, co stanowi trochę większy wydatek, ale myślę że warto w nią zainwestować. 





3) Tusz do rzęs Inglot-  Znacie to? Idziecie do sklepu, później do kasy, żeby zapłacić za produkt, ale na koniec ekspedientka proponuje Wam nowości i mówicie " Nie, dziękuję" i wychodzicie z nowym kosmetykiem. Cóż tym razem tak u mnie nie było i pani namówiła mnie na przetestowanie tuszu i zanim się obejrzałam znalazł się w moim koszyczku. Wiadomo nie jest tak jak mówi producent, że pięknie wydłuża, pogrubia i jeszcze podkręca rzęsy i szczerze jeszcze się nie spotkałam z takim, który rzeczywiście potrafi to wszystko. Czy taki w ogóle istnieje? Chociaż dwa z tych punktów spełnia doskonale, bardzo dobrze podkręca nasze rzęsy dając im efekt motyla oraz dobrze je wyczesuje, ale trzeba uważać, bo łatwo można sobie nim zrobić krzywdę i łatwo posklejać rzęsy. Tusz nam się nie osypuje i trzyma dosłownie cały dzień, bez żadnych poprawek. Nie podrażnia też naszych oczu, co częściej teraz widuje w kosmetykach. Bardzo przyjemnie się operuje szczoteczką przez to, że jest silikonowa i nieduża, dzięki czemu można spokojnie malować dolne rzęsy, bez problemow z czarnymi plamkami jak to jest przy dużych szczoteczkach. Nie mam żadnych problemow w zmywaniem go i nie potrzebuje do tego mega tłustego płynu. Bo uwierzcie przy tym z Benefitu muszę się nieźle nachapać przy zmywaniu go i zmarnować trochę płatków kosmetycznych . Jego cena wynosi tez około 40zł, co wydaje mi się norma w Inglocie. 




4) Pomadka Inglot Hd Matte- Szukanie idealnego fioletu chyba nareszcie zakończone sukcesem, po wielu nieudanych próbach i płaczach wręcz. Uwierzcie mi, znalezienie takiej matowej śliwki z krwi i kości, nie podchodzącej pod róż, bordo czy jeszcze nie wiadomo co, to jest mega osiągnięcie. Bałam się po zakupie, że okaże się inna niż w sklepie ( bo sami wiecie jak to bywa, w sklepach jest zupełnie inna barwa światła, a w domu kolor okazuje się kompletnie inny i już nie raz tak u mnie było). Na szczęście jej kolor bym identyczny jak tam, w sklepie byłam tylko na chwilę i nie mogłam zbytnio popróbować jak wygląda wyschnięta, dlatego brałam ją w półciemno. Jak u poprzedniczki, po krótkiej chwili szminka ładnie matowieje pozostawiając jednolitą barwę na ustach. Po nałożeniu dwu warstw otrzymamy śliczny mocno fioletowy kolor. Aplikator jest na prawdę wygodny i łatwo się nim operuje, wręcz sunie się nim po ustach. Radze sobie nawet bez pomocy konturówki oraz pędzelka. Możemy poprawiać ile chcemy, bo nie rozmazuje się przez co nie otrzymamy ust klauna. Zapomniałam jeszcze wspomnieć że przecudnie pachnie wanilią, szkoda że nie czujemy tego zapachu już po nałożeniu .







5) Cukierki Nanobytes- Ten miesiąc był zdecydowanie pod znakiem cukierków, jakoś niezbyt jadłam żelki, a to naprawdę do mnie nie podobne. Te pyszności są bardzo pożywne i idealnie nadają się do szkoły na przekąskę lub dodatek do drugiego śniadania. Do mnie trafiły dwa rodzaje w niebieskim i różowym opakowaniu. Jakoś do gustu trafiły mnie te różowe, słodziutkie i truskawkowe. Te drugie natomiast są lekko kwaskowe, bardziej smakowały mojemu bratu, bo on woli kwaśne słodycze. Muszę przyznać, że w życiu jeszcze nie zetknęłam się z podobnymi cukierkami. A dodam jeszcze że poprzednie czyli niebieskie są o smaku gumy balonowej, co strasznie mi przypomina o dzieciństwie o o Hubba Bubba. W listopadzie tez często jadłam desery lodowe ( nie wiem czemu, ale zawsze częściej jem lody w sezonie zimowym niż letnim) i zamiast wisienki lub tez posypki, używałam tych cudeniek. Każdy się mnie pytał co to jest na wierzchu, bo nigdy nic podobnego nie jadł. Opakowanie można z łatwością zamknąć, aby nic nie wyleciało i nie pobrudziło torebki czy plecaka. Często też je dodaje do kawy mrożonej na bitą śmietanę. 




6) Perfumy One Direction- Moja fascynacja tym zespołem już jakiś czas temu dobiegła końca, słuchanie ich piosenek szczególnie nowych nie daje mi tyle radości co niegdyś, może to w związku z tym że się zmieniłam, dorosłam. Mimo to zatrzymałam sobie produkty sygnowane nimi, chociaż z początku myślałam nad sprzedaniem, ale często mam sentyment do rzeczy i nie mogę tak po prostu ich wywalić na śmietnik. W tym miesiącu prawie codziennie używałam tych pefrum, mają cudowny zapach, taki kwiecisty, świeży i jak je wącham to od razu chce mnie się żyć i poprawiają mi humorek. Nawet moje koleżanki je uwielbiają i często się nimi perfumują, przez co bardzo szybko buteleczka się kończy. W nich zachwycił mnie także niesamowity design, jestem osobą uwielbiającą błyskotki i oryginalne opakowania. Nakrętkę ma na magnes, przez co ze spokojnością możemy je ułożyć w torebce. Jest w kształcie brylantu i totalnie mnie urzekła. Myślę że nie trzeba być ich fanką, żeby zakupić to cudeńko. Nie rozumiem w sumie jednego, że większość ludzi przez to że coś jest sygnowane "one direction" to nie chce spróbować i kupić tej rzeczy. Swoje nabyłam w Superpharm za 40zł na przecenie, ale było to pół roku temu. Lecz nie musicie od razu ich zakupywać,  jednakże jeżeli będziecie w Douglasie, to polecam Wam z całego serca je wypróbować, wtedy przekonacie się na własnej skórze jakie są.




7) Piramidki Zbożowe PopCrop-  Już niedługo Nowy Rok, a co za tym idzie " Postanowienia", ja natomiast poszłam krok dalej i już teraz próbuję coś zmienić w swoim życiu i odżywiać się zdrowiej chociaż o malutki kroczek, bo wiadomo że jest źle zmienić z dnia na dzień swoje nastawienie i swój harmonogram żywieniowy. Przez połowę listopada porzuciłam chipsy na rzecz pożywniejszej alternatywy czyli piramidek. Próbuję je porównać do czegoś, ale nie jestem w stanie, w smaku są bardzo dobre i chrupkie. Nie wyczuwam w nich żadnego nawet najmniejszego tłuszczu, często zabieram sobie jedną paczkę do szkoły, chociaż właściwie nigdy nie dotarła jeszcze cała, bo zdążę ją zjeść w autobusie. Chrupki te super też nadadzą się na imprezę, czy też do oglądania filmu z przyjaciółkami zamiast na przykład Popcornu. Może Wam się wydać dziwne i abstrakcyjne co teraz napiszę,ale ja je łączę z dżemem truskawkowym lub serkiem "Danio". Pomysł ten dała mi moja mama, na początku miałam co do tego pomysłu ambiwalentne uczucie, ale powiedziałam " Raz się żyję" i spróbowałam tego wynalazku i się wręcz zakochałam. Delikatny smak zbożowy idealnie pasuje do słodyczy, którą daje nam dżem truskawkowy czy też serek . Mam zamiar jeszcze skosztować razem z sosem o smaku mango, który jest bardzo popularny w Indiach. Te pyszności zakupicie na tej stronie, możecie się też na niej wiele o nich dowiedzieć http://www.popcrop.pl/




8) Kapelusz Stradivarius- Chyba pierwszy raz jest u mnie element garderoby w ulubieńcach, ale cóż kiedyś to musiało nastąpić. W zeszłą zimę miałam go ciągle na sobie i teraz jest to samo, po prostu kocham go zakładać do czarnego płaszcza i łączyć z czarnymi okularami Ray Ban, które doskonale wpasowują się do takich stylizacji. Można powiedzieć, że ten kapelusz jest pewnym moim znakiem rozpoznawczym w szczególności w rodzinie, jak ktoś znajomy spotka "muszkietera" w kapeluszu, to od razu wiadomo, że to ja. Zauważyłam też, że w połączeniu z kozakami i kamizelką z frędzlami powstaje taki typowy styl z Westernu. Ten kapelusz zastępuje mnie czapkę i muszę przyznać, że całkiem dobrze spełnia to zadanie. Jedynym minusem jest to, że lepiej go nie zakładać gdy pada deszcz, bo cały Wam przemoknie. Dodam jeszcze, że w tym roku kapelusze stały się totalnym hitem sezonu i nabyjecie je dosłownie wszędzie, nawet nie tylko w sieciówkach. 




9) Picie Coca- Cola- Taak Angela, rzeczywiście się zdrowo odżywiasz. No cóż mówiłam przede wszystkim małe kroczki, wiem że to niezbyt zdrowe, ale w listopadzie ten właśnie napój u mnie górował. Nie wiem, ale po prostu strasznie mnie smakuje i kojarzy się przede wszystkim z dzieciństwem, gdzie piło się hektolitry Coli. To jest po prostu dla mnie jak "napój życia", który dodaje mi siły po ciężkim dniu. Jak wiadomo sezon zimowy jest najgorszy z powodu pór dnia, czyli wychodzisz z domu jest ciemno, wracasz ze szkoły i jest to samo, taka ciemność aż wprawia człowieka w depresje, a weź tu jeszcze się poucz rożnych przedmiotów. Dotychczas po powrocie, od razu musiałam uciąć drzemkę, bo nie mogłam normalnie funkcjonować, ale od pewnego czasu wystarczy mnie napić się Coca- Coli i zmęczenie mija. Wiadomo też że nie wolno przesadzać i nie pić jej w ogromnych ilościach. Mnie na przykład wystarczy butelka 2l na 3-4 dni, więc nie myślę żebym piła jej aż nadto. Dzięki Coli można powiedzieć że znalazłam nowe hobby, czyli kolekcjonowanie puszek, ale nie tych normalnych, lecz z youtuberami. Wymyśliłam że po opróżnieniu ich coś wymyślę z nimi w roli głównej, ale na razie stoją u mnie dumnie na biurku. Na razie mam tylko z Ajgorem i Abstra, ale mam zamiar powiększyć niedługo moją kolekcję.




10) Case Lód- Uwielbiam zmieniać ubranka na telefon, na założenie tego musiałam przeznaczyć sporo czasu, przed starą folię nie było to możliwe, bo etui ciągle się o nią zadzierało. Na szczęście, na początku listopada wreszcie się zawzięłam i poszłam do sklepu. Sprzątając w szafce zauważyłam tę słodycz i od razu ją założyłam. Pamiętam ile czasu szukałam tego case i chodziłam non stop do Tally Weijl, żeby zobaczyć czy się już aby nie pojawił. Etui bardzo dobrze chroni telefon, mimo iż jest plastikowe. Zdejmowanie go jest bajecznie łatwe, przez to chyba że jest 2 częściowy. Na telefonie wygląda wprost cudownie i oryginalnie. Z tego co pamiętam, to wydałam na nie niespełna 20zł i serdecznie je polecam każdemu.




11) Naszyjnik Czarny- Z uwagi na to, że nastały zimowe dni, musiałam się pożegnać z ciepłą biżuterią i wszelakimi pastelowymi kolorami. Bardzo polubiłam ten kwiecisty, ale jednak czarny naszyjnik. Dostałam go od przyjaciółek na urodziny i idealnie trafiły w mój gust. Kocham takiego typu biżuterię i muszę przyznać, że w tym kolorze jeszcze nigdy nie miałam. Zestawienie "złota" z czernią jest świetnym pomysłem, często go nosiłam do białej koronkowej bluzki z baskinką lub do prostej sukienki. Często nawet mama mi go zabiera, bo jej również się spodobał. Myślę że taki dodatek idealnie sprawdzi się w różnych stylizacjach i spodoba się nie jednej kobiecie. 






12) Koncert Justina Biebera- Ta pozycja nie mogła się tu nie znaleźć, największym ulubieńcem listopada, a chyba raczej roku, jest koncert mojego idola. Nie będę się tu rozprawiać Wam o moich odczuciach, bo je możecie przeczytać w poprzednim poście. Ale tak pokrótce, mimo wszelkich niedogodności, to był to najpiękniejszy dzień w moim życiu. Sprawił że stałam się zupełnie inną osobą i zmienił się mój całkowity obraz Justina, zrozumiałam za co ludzie go uwielbiają i jak kłamią wszelkie magazyny na jego temat. Koncert po prostu był cudowny, każda piosenka wykonana była idealnie i nawet w moich marzeniach, tak sobie tego nie wyobrażałam. Nawet przez te całą aferę biletową, udało mnie się zająć z koleżanką inne miejsca o wiele lepsze, przez co z łatwością dostrzegłam swego idola. Ten dzień wywarł na mnie aż takie wrażenie że przez długi czas nie mogłam dojść do siebie, pamiętam jak dzień po koncercie, oglądając nagrania napływały mi łzy do oczu aż rodzice się martwili, czy nic mi się nie stało. Jedyne, co mnie smuci to fakt że czekając 3 razy w kolejkach do sklepu, nie udało mnie się nabyć koszulki, którą chciałam. Mam też nadzieję że to nie będzie mój ostatni koncert Justina, na którym będę i nie mam zamiaru czekać do czasu aż on wróci do Polski, ale próbuję namówić rodziców na wyjazd do Niemczech, jeżeli trasa będzie je oczywiście obejmować. Podziwiam ludzi, którzy są w stanie jechać za nim do kilku państw, mnie na razie niestety to nie spotka, ale kto wie może kiedyś uda się to osiągnąć. 




13) Bransoletka Niebieska- Kupiłam ją już spory czas temu, na wakacjach w Grecji i od tego czasu ani razu nie miałam na sobie, często tak mam że coś kupię, a później tylko zajmuje miejsce w szafce. Ostatnio mama robiła porządki w moich rzeczach i już chciała ją wyrzucić, ale ją powstrzymałam mówiąc, że zacznę ją nosić. Żeby nie być gołosłowną, zrobiłam to już tego samego dnia wieczorem. I tak mnie zostało do połowy listopada. Ta bransoletka jest na prawdę prześliczna, ma takie typowo zimowe kolory, idealnie pasujące na ten sezon. Możemy spokojnie wykonywać różne czynności i nic nie będzie nas uwierać. 





Mam nadzieję, że post Wam się podobał, zachęcam do obserwowania bloga, aby być na bieżąco oraz komentowania : Jakich Wy mieliście ulubieńców? Czy też próbujecie odżywiać się zdrowo? Czy wolicie takich ulubieńców, czy kosmetycznych? I którą z wymienionych rzeczy byście chcieli zakupić? 

Do zobaczenia Kochani ! 

9 komentarzy:

  1. Od dawna zastanawiałam się nad zakupem pomadki inglota z tej serii, ale miałam wątpliwości... teraz chyba ppo prostu musze isc do sklepu :D

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo ciekawe niektóre produkty są. paletki z MUR są cudowne, mam dwie i jestem zadowolona. podobają mi się szminki z Inglot ;) obserwuje.
    zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. I love Justin Bieber, you're so lucky *-* Beautiful hat! :D
    Great blog! I'm following you! Follow back? ***
    http://omundodajesse.blogspot.pt

    OdpowiedzUsuń
  4. po pierwsze - absolutnie przepiękne zdjęcia, jeszcze nie spotkałam się, żeby fotografie obrazujące ulubieńców były tak cudownie zrobione. jestem pod szczerym wrażeniem! :)
    a co do ulubieńców - czekoladka z MUR jest fajna, sama mam tylko inną i bardzo ją lubię. ;) pędzelek nawet jakoś strasznie mi nie przeszkadza, chociaż używam go tylko w sytuacjach, gdy zapomnę moich ulubionych. ;) ta pomadka śliwkowa z Inglota szalenie mi się spodobała i chyba się aż po nią wybiorę. ;)
    pozdrawiam serdecznie.
    http://poprostumadusia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Tę paletę po prostu kocham! Mam ją i sprawdza się u mnie świetnie! Aplikatora nawet nie tykałam, szczerze mówiąc :) Co do pomadek to moja przyjaciółka ma jedną i bardzo sobie chwali, więc prawdopodobnie wkrótce się na nią skuszę :)
    http://tenebrisriddle.blogspot.com/2

    OdpowiedzUsuń
  6. Ahh piękna jest ta paleta Z Makeup Revolution <3
    http://mishmashbyalice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Zestaw cieni wygląda naprawdę apetycznie. Nie przepadam za białą czekoladą, ale tutaj pudełko robi robotę!

    OdpowiedzUsuń