19 lis 2016

Relacja z koncertu Justina Biebera i Jak zostałam belieber

Witajcie Kochani!

Miałam nie robić tego postu, ale że sporo osób mnie o to prosiło w wiadomościach, to uznałam że no dobrze dlaczego by niby mam tego nie robić. Ale zanim przejdę do sedna sprawy, to opowiem najpierw jak to było u mnie z lubieniem Justina. Otóż bez bicia przyznaję się że nie jestem jakąś wielką bielieberką i nie uwielbiam go od samego początku jego kariery. Co więcej, należałam raczej do osób hejtujących go, pamiętam jak usłyszałam jego pierwszą piosenkę w radiu i zapytałam się koleżanki "Ej co to za dziewczyna śpiewa?" I jakie było moje zdziwienie jak mi odpowiedziała, że wykonawcą jest chłopak. Na swoją obronę powiem, iż wtedy były takie czasy, że obrażanie go było czymś zupełnie normalnym i nawet jeśli ktoś myślał inaczej, to rzadko się do tego przyznawał i słuchał jego piosenek potajemnie. Teraz jak o tym myślę to, to było naprawdę głupie, bo za co niby go obrażaliśmy, że wygląda rzekomo jak dziewczyna i niby też tak śpiewa, a jednak każdy znał na pamięć wszystkie jego piosenki. No tak ale do tego wszystkiego jeszcze doszły różne wygłupy piosenkarza, liczne akcje z narkotykami i występki przeciwko prawu. Tylko każdy z nas zapomniał że on był jeszcze nastolatkiem i miał prawo popełniać błędy, ale przez to że szybko zyskał sławę, to nie mógł zbytnio korzystać z młodzieńczego życia. Bo jak stał się gwiazdą miał zaledwie z 16 lat i przez ten cały natłok nie wiedział dokładnie co miał robić. Ale wracając do tego jak zostałam bieleber, to było to około 2 lat temu i sama nie wiem jak, po prostu przez kuzynki na wakacjach zaczęłam słuchać jego muzyk, a następnie śledzić jego życie koncerty, chcieć zacząć się dowiadywać jaki był na prawdę kiedyś, bo tak szczerze dawniej starczyła mi "wiedza" z gazetek czy różnych portali internetowych. 




Jeśli chodzi o pójście na koncert, to była raczej spontaniczna decyzja, a że wtedy zbliżały się święta to mogłam bez problemu zakupić bilet, no tak mi się przynajmniej wydawało. Już miałam ustalone z koleżanką, iż jej tata kupuje bilety, ale to nie było takie proste. Strona była ciągle przeciążona i pomimo nawet tego, że dość wcześnie chciał je kupić to był na niej jakimś 700 klientem, przez co niestety trzeba było wybrać Trybuny. Czas do koncertu na początku bardzo mnie się dłużył, tak do wakacji a później to zanim się obejrzałam został miesiąc a na koniec już nawet jeden dzień. Muszę przyznać, że nawet siedząc w busie jeszcze do mnie nie docierało na co ja tak na prawdę jadę i kogo zobaczę. Już od rana prześladował mnie jakiś straszny pech i w dniu wyjazdu do innego miasta zablokowali mnie możliwość dzwonienia i korzystania z internetu ( bardzo dziękuje Play), ale jakoś sobie poradziłam. W Krakowie natomiast okazało się, że większość tramwajów nie działa i trzeba było kombinować. Na szczęście spotkałyśmy bardzo miłe dziewczyny i razem pojechałyśmy na Tauron Arenę taksówką. 




I wtedy moim oczom ukazał się ten wielki tłum piszczących dziewczyn, każda z nich szukała swojej kasy, do której ma podejść. No i cóż zostało tylko i wyłącznie czekać, emocje już zaczęły sięgać zenitu, co chwile słychać było wrzaski i latanie z jednej strony do drugiej bo "rzekomo Justin już przyjechał". Wiadomo przecież że nawet jeśli by już przejechał, to nie wszedłby głównym wejściem. Ludzie już zaczęli tworzyć pewien klimat i razem zaczęliśmy śpiewać ulubione piosenki, oddawać podpisy na takiej jakby płachcie. Teraz przejdę do bardzo smutnej kwestii, która nie wiem dlaczego jest pomijana na blogach, bo jeszcze się z nią na nich nie spotkałam,, mianowicie o wpuszczaniu na koncert. Mieliśmy zostać wpuszczani około godziny 18:45 co przedłużyło się do 19:20. O tej porze już ludzie zaczęli się pchać na nas, co było dziwne, bo kurcze przecież wszyscy mieli trybuny i numerowane miejsca, więc po co się zaraz pchać. Serio niektórzy zachowywali się jak dzicz i nie potrafili czekać no bo po co. 


To co zrobiła ochrona już przechodzi ludzkie pojęcie, bo wiedząc że support już zaczął grać, to oni sobie robili żarty i wpuszczali po 5 osób co dziesięć minut. Przez co tylko nieliczna ilość osób była na początku koncertu. Rozumiecie to? Słyszycie muzykę i wiecie że się już zaczęło, ale jesteście bezradni, bo ochrona nie ma zamiaru przyspieszyć działań. Nie mówiąc o tym, że sporo osób nie mogło wytrzymać tego ścisku i po prostu mdlało, co jest niezwykle karygodne. A oni na nasze prośby o przyspieszenie wpuszczania odpowiedzieli " Że nie koncert jest tu najważniejszy" . Ale to nie jest najgorsze, bo od koleżanek dowiedziałam się, że sporo osób po prostu nie została wpuszczona na koncert w ogóle. Płacicie około 400-600 złotych, przyjeżdżacie z różnych miast i nie zostajecie wpuszczeniu na koncert idola. To jest po prostu śmieszne. 


(przepraszam ale nie byłam w stanie znaleźć ładnego zdjęcia stoiska z koncertu w Krakowie)



Sklep, czyli kolejna rzecz do której mam lekkie zastrzeżenia, a raczej do organizacji. Nie dosyć że osób tam pracujących było z pięć, a tak na prawdę pracowały tylko może ze 2, to nie zrobili żadnej porządnej kolejki. Ludzie przychodzili ze wszystkich stron i wchodzili na ciebie nie patrząc na nic, jak nawet ktoś kupił już pamiątki, to nie miał niemalże możliwości wyjścia. A sprzedający zamiast coś wymyślić to się darli żeby pójść do tylu. Za drugim razem niby już była jakaś tam kolejka, ale długo nie potrwała, bo ludzie znowu zaczęli się przepychać żeby tylko być pierwszym. Przez to też sporo osób nie zdołało być na wejściu Justina na scenę, bo jak się okazało zaczął on wcześniej i nawet tamtejsza obsługa nie miała pojęcia o takim toku zdarzeń i wmawiała nam ciągle że to gra jeszcze support. Większość osób jest oburzona tym że nie zdołali być na kilku piosenkach swojego ukochanego wykonawcy 

Koncert

I nareszcie po długim czasie oczekiwania i licznych niedogodnościach udało nam się trafić na nasze miejsca, niestety przegapiłam swoją ukochaną piosenkę "Where are you now", na którą strasznie czekałam. Na szczęście zobaczyłam na żywo inne, jeszcze lepsze. Największe moje zaskoczenie było chyba przy "Boyfriend", bo kompletnie się jej nie spodziewałam, dodam jeszcze że przed koncertem nie oglądałam żadnej set listy ani występów z innych państw, żeby nie psuć sobie niespodzianki. Podczas koncertu oczywiście tradycyjnie odbyło się Q&A, czyli zadanie pytań przez fanki (które przytoczę na dole). Najpiękniejszy był moment jak Justin zaśpiewał "One Less Lonely Girl", gdzie pierwszy raz poleciały mi łzy i nie mogłam uwierzyć w to. 

Q&A
Pytanie od fanki: "Jesteś teraz szczęśliwy?"
Justin: "Bardzo szczęśliwy! Jestem bardzo szczęśliwy teraz!"

Pytanie od fanki: "Jak możesz spotkać się ze swoim ojcem, bratem i siostrą kiedy jesteś cały czas w trasie?"
Justin: "Dobrze, więc mogę wziąć samolot? To jest to co masz na myśli?"
Fanka: "Jak często możesz się z nimi spotykać?"
Justin: "Ohh! Może nie tak często, jak chciałbym ale staram się zrobić z tego priorytet, żeby zobaczyć ich tak często jak mogę. Chodzi o to, że rodzina jest ważna. Nie zgodzicie się? Rodzina jest dla mnie naprawdę bardzo ważna."


Pytanie od fanki: "Czy mogłeś zobaczyć jakieś rzeczy, podczas gdy jesteś w Krakowie?"
Justin: "Właściwie nie. Dosłownie przyszedłem z samolotu do areny, więc tak naprawdę nie zobaczyłem wiele. Cóż, następnym razem, obiecuję wrócić wkrótce... Nie będę w stanie zobaczyć wiele w tym czasie, ale następnym razem chcę zobaczyć wszystko! Lepiej bądźcie blisko kiedy wrócę!"

Fanka zapytała go czy mógłby zaśpiewać "One Less Lonely Girl"


Kolejnym wydarzeń najpiękniejszym było usłyszeć jak Jusin mówi po polsku, do nas, do wszystkich swoich fanów i widać, że to było jak najbardziej szczere. 








Niesamowite jest to, jak jednak fani potrafią się zgrać i wykonywać takie świetne cuda, na piosence "Purpose", każdy miał wyciągnąć kartkę z napisem"My Purpuse is..." i to wyszło po prostu magicznie. Cała sala była pełna tych karteczek i nawet Justin się wzruszył tym widokiem.




I jeden z najwspanialszych momentów, czyli wysłuchanie piosenki "Sorry", od której zaczęła się moja fanowska miłość do niego i zobaczenie na żywo Justina bez koszulki.




Cały koncert byłam jakby przymroczona, nic do mnie nie trafiało, świetnie się bawiłam ale nie traktowałam tego, jako wielkiego precedensu w moim życiu. Chyba byłam w zbyt wielkim szoku. Dopiero następnego dnia obudziłam się i jak zaczęłam oglądać zdjęcia i filmiki, to zaczęło do mnie dochodzić co tak naprawdę się wczoraj wydarzyło. Płakałam jak opętana, oglądając snapy i słuchając piosenek, aż tak że nawet przez kilka dni nie byłam w stanie oglądać nic związanego z koncertem, ani nawet posłuchać chociażby "Sorry". Cały czas to wywoływało u mnie łzy ale szczęścia. Dzięki temu wydarzeniu poznałam prawdę jaki on jest, że tak się dla nas poświecą i zależy mu bardzo na kontakcie z nami. Podchodzę już do tego postu trzeci raz i nadal muszę robić przerwy z powodu napływających mi łez. Jest mi też przykro że tak ślepo wierzyłam tym tabloidom i teraz rozumiem dlaczego jest tak uwielbiany. Już teraz nawet szukam koncertu najbliżej Polski, aby go znowu zobaczyć i poczuć te emocje. Z ręka na sercu mogę powiedzieć że był to najlepszy koncert w całym moim życiu i dziękuje rodzicom i Justinowi za wszystko. Myślę że każdy jego hejter powinien się na nim chociaż raz pojawić i poznać prawdę.

Na koniec jeszcze poruszę pewien bardzo "modny" temat, o którym każdy teraz gada, czyli postępowanie littlemooonster96



W dniu koncertu chyba każdy o tym rozprawiał i nie były to wcale pochlebne opinie, sama uważałam to za żałosne, takie nieuszanowanie jego prywatności i jaranie się tym. No bo, przepraszam cieszenie się że dotknęło się Justina, który szczerze ma to gdzieś i nawet cię nie zapamięta. Lecz po kilku dniach jak o tym myślę w inny sposób i po wysłuchaniu Maff, to już rozumiem Angelikę. I chyba każdy by zrobił to samo na jej miejscu, ona po prostu marzyła o tym i chyba z resztą Justin jest już do tego przyzwyczajony. Myślę jeszcze że ta negatywna reakcja ludzi pochodziła z tego że to Lm96 go dotknęła ( czyli najbardziej hejtowana osoba w internecie) i za tymi obraźliwymi słowami przemawiała zwyczajna zazdrość "Jak to ona go dotknęła?! A dlaczego nie ja?!" Teraz sądzę że jest ona przykładem prawdziwego fana, który niczego się nie boi i nie ukrywa tej miłości. Że jest w stanie jechać za nim w kilka nawet miejsc, byleby tylko go zobaczyć z jakiejś odległości. I zadajcie sobie pytanie "Czy na jej miejscu, będąc tak blisko Justina nie spróbowaliście go dotknąć chociaż na małą chwile?"

Mam nadzieje że post Wam się spodobał, zapraszam do obserwowania bloga i komentowania : Czy jesteście fanami Justina? Czy byliście na jego koncercie? Czy mogliście zobaczyć cały koncert? I jaki moment najbardziej Wam się podobał?

Do zobaczenia Kochani!


13 komentarzy:

  1. świetna fotorelacja ;) super że tam byłaś, to musiało być super przeżycie ;)
    a co do LM96 no też uważam że to troche nie na miejscu ;)

    http://creamshine.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Masakra z tą organizacją przed koncertem...

    A co do LM to myslę, że ludzi nie powinno to obchodzić ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę ci, że pojechałaś na koncert. Ja sama chciałam jechać, ale niestety się nie udało. Świetna relacja :)
    Zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku moim marzeniem jest zobaczyć go kiedyś na żywo, mam nadzieje, że jak mi się uda będę miała niezapomniane wrażenia jak ty :) Słyszałam też, że dużym skandalem oprócz nie wpuszczeniu wielu osób, które miały bilety, było też to że część osób wpuścili bez biletu. Słaba organizacja, mam nadzieje , że przy kolejnym koncercie ochrona spisze się lepiej
    hello-alexa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak na razie najlepszy koncert na jakim byłam! Koncert sam w sobie był niesamowity! Ale organizacja do dupy!
    Zapraszam http://hellomisskorabel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Również jestem Belieber,ale nie udalo mi się pojechac na koncert...Mega zazdroszczę Ci,ze moglaś go usłyszeć,zobaczyc.Słyszałam właśnie,organizacja bardzo do dupy.Bardzo mi się podoba post,bede zaglądac czesto! Zapraszam również do mnie: http://olly-bloog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Zazdroszczę, że byłaś na koncercie, ja niestety nie mogłam ale miło sie czyta. Ogólnie to słyszałam jaka staraszna była organizacja, wchodziły bez biletu albo z podróbką. Koszmar. Ogólnie super, że zdecydowałaś sie na taki post 💕

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie słucham Bibera,ale nic do niego nie mam. Wiem, co to znaczy być na koncercie ulubionego wokalisty.
    Odwdzięczam się za każdy szczery komentarz oraz stałą obserwację.
    Pozdrawiam,annnathalie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy post!
    Co do lm96 masz zupełna racje:)
    Masz bardzo cudowne zdjęcia :)
    Oby więcej takich postów!
    Pozdrawiam serdecznie
    http://it-was-coolfern.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  10. cholernie chciałabym tam być

    Zapraszam do mnie. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci obserwacji oraz komentarza. ☺ normalbutdidnot.blogspot.com (click)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cieszę się, że udało Ci się pojechać na koncert Justina. Takie eventy są bardzo fajne i nie da się tego zazwyczaj opisać słowami. Uważam, że każdy powinien kiedyś przejechać się na jakiś koncert by zobaczyć jak to jest. co do lm96 masz całkowitą rację :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo ciekawy i obszerny post.Ja nie mam swojego idola, ale myślę że to wielkie przeżycie zobaczyć kogoś kogo tak bardzo się ceni. Fajnie, że Ci się udało pojechać na koncert, to musiało być dla Ciebie wielkie wydarzenie. Będziesz miała teraz wspaniałe wspomnienia :)

    Zapraszam-Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  13. O super, że zdecydowałaś się napisać o tym koncercie post :D Zazdrościmy Co tego, że miałaś okazje tam być :) My jakoś za bardzo nie przepadamy za Justinem wolałybyśmy pójść na koncert np. Seleny, ale i tak super to wyglądało wszystko. Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń